(1)
(CIEMNO, SCENA, SĄD, PIES)
SĄD: Przed sądem stanął pies, który miał pana. Oko świeciło mu na czerwono. Jarzyły się jeszcze pozostawione śmieci epoki. Wszystko, co zobaczyłeś przyniosłeś na sąd ze sobą. Jak mamy uwierzyć w trans-planto-formację Twojej psostoty, skoro należałeś do człowieka, który uczestniczył w zagładzie?
PIES NA SĄDZIE: Jestem kwiatem, który jest z gatunku leczniczych. Moje komórki mają strukturalną pamięć fali. Fala odbiła się od pożaru. Mogę nadal szczekać. Podać łapę. Jestem winny.
SĄD: Tak, musisz przeminąć. Przyniosłeś na sąd popiół. Co to za leki, które masz pod pachą? Pachną, jak bezpłacz. (WĄCHA, SIORBIE, JAK WINO) Bezpłaczne noce bez. (ŚMIECH) Ten język jest… (SZUKA SPOSOBU NA PRZEKROCZENIE JĘZYKA) (ŚMIECH, PŁACZ, KRZYK, W NIESKOŃCZONOŚĆ), jak podpórka do murka. Co masz?
PIES NA SĄDZIE: Ketamina i xanax. Można z nich zbudować rzekę i ukoić. Ubojnie znikną. Kojec na noc dla pieska.
SĄD: Zostaw, sprawdzimy. Mówimy tak do Ciebie, bo tylko wtedy zdołamy się porozumieć, kiedy odwołamy się do Twojego aparatu poznawczego. Czujesz odrębność?
PIES NA SĄDZIE: Czuję.
SĄD: To wielka szkoda. Pokaż lekarstwa. Wprowadzamy xanax, jako zasadę wszechświata.

(2)
(SCENA OBRACA SIĘ O 360 STOPNI)
SĄD: Czujesz odrębność?
PIES NA SĄDZIE: Nic nie czuję.
SĄD: Poszczekaj trochę.
PIES NA SĄDZIE: Niech pada. Pijcie wodę xanaxową. Tutaj nie wycina się lasów, lecz je wypala. Wylesianie następuje prędko. Od początku roku wypalono pięć milionów hektarów. Produkcja xanaxu transgranicznego wzrasta. Mąż wraca z pola. Huan Pablo. Na obiad bez warzyw tusza ptaka. Spadł w gar. Sadzonki GMO zatruły go. Gwarnie płynie xanax w chochlę. Rodzina pokazuje wroga w liściach zatrutych doskonałych zielonych modyfikowanych czai się prysk z opryskiwacza. Robot z planety. Samolot zrzuca rakiety. (KIEDY TO MÓWI, Z KLATEK ZOSTAJĄ WYPUSZCZONE PTAKI i ZEWSZĄD ZACZYNA SPŁYWAĆ WODA, PRZEZ SCENĘ PRZEPŁYWA ANAKONDA BEZ OKA, NA PUBLICZNOŚĆ SPADA SZTUCZNY ŚNIEG, POMOCNICY ROZPYLAJĄ SREBRNY BROKAT NA OSOBY, NA SCENĘ WJEŻDŻA SZAFOT)
SĄD: Co mówi pies na sądzie?
PIES NA SĄDZIE: Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię.

(3)
(SCENA OBRACA SIĘ O 180 STOPNI. PO DRUGIEJ STRONIE JEST WIELKI LEJ PO BOMBIE. ALBO DÓŁ, W KTÓRYM ANTYGONA CHOWAŁA BRATA. PRZEZ DRZWI WCHODZI PIES I KŁADZIE SIĘ W DOLE. PO PRAWEJ I LEWEJ STRONIE DOŁU CHÓR. W CHÓRZE OSOBY WIELU RÓŻNYCH PŁCI I RAS I GATUNKÓW. SĄ TAM TEŻ DINOZAURY I MEDUZY. KAŻDY CHÓR MA SWOJEGO PRZODOWNIKA KTÓRY MÓWI, LUB ŚPIEWA, LUB MÓWI DO MUZYKI. TO PIELĘGIARZ I LEKARKA. POZSTAŁA CZĘŚĆ CHÓRU JEST W MROKU. CZASEM TYLKO OŚWIETLI JAKĄŚ TWARZ WĄTŁE ŚWIATŁO. GENERALNIE JEST CIEMNO. Z MROKU WYŁANIA SIĘ POKÓJ. TO JEDNAK JEST POKÓJ. W CZASIE WYPOWIEDZI PRZODOWNIKÓW CHÓRU POZOSTAŁE OSOBY Z CHÓRU ZAKŁADAJĄ NA TWARZE GŁOWY PSÓW.)
PIELĘGNIARZ: Zastosowano mu bezpieczne wkłucie. Odwiedziliśmy pokój do bezpiecznych iniekcji w Vancouver i on nadawał się. Osoby uzależnione mogą przyjąć tutaj pod okiem personelu wielu substancji narkotycznych i medycznych mikstur wór. Jestem tutaj, wkładam zapis z palenia się małych dzieci i krzyków. Trzeba przystrzyc nad uchem zarost ten sen mu wzmaga nastroje złe. Bezpiecznie zażyć narkotyki w bezpiecznym pokoju w bezpiecznej dawce w bezpiecznej relacji. Do tego się zapisać chciał. Cała ta kolejka psów za drzwiami prosi, by wpuścić jego pana, psa każdego do pokoju tego. Mają w mordach kości. Z pana kości. Mości się nasz pies przed sądem.
LEKARKA (WKŁADA RĘCE W SĄDZONEGO PSA): Odejść. Wejść. Rozpuścić. Usercerzyć. Odsercerzyć. Wysercerzyć. Wysercerzyć. Wysercerzyć. Wysercerzyć. Zabić.
PIELĘGNIARZ (LIŻE WIELKĄ MAŹ): Smaczne to jest.
LEKARKA (RYTUALNIE, Z TOTEMAMI Z KAMIENI): Wejść w psa echo. Udeszczyć psa. Wio psa. Wio psa. Wio psa.
(PRZEZ SCENĘ PRZECHODZĄ NIEDŹWIEDZIE, NA ICH GRZBIETACH MAŁE DZIECI W BIAŁYCH MASKACH)
NAPIS NAD NIMI (WIELKI, SMUCI PUBLICZNOŚĆ): O niczym innym nie marzyliśmy, tylko bezpiecznie spożywać narkotyki. W bezpiecznym pokoju. W bezpiecznej dawce. W bezpiecznej relacji. (PO NIM PŁONIE ŚWIAT)

(4)
(OBRACA SIĘ SCENA, POD NOWĄ ŚCIANĄ LUDZIE STOJĄ Z DŁUGIMI RURKAMI PRZYTWIERDZONYMI W RÓŻNYCH MIEJSCACH, ODCHYLENI DO TYŁU, TWORZĄ RÓŻNE LITERY, BUJAJĄ SIĘ, SZUMIĄ, ŚPIĄ NA NARKOTYCZNYM HAJU, PRZY WIELKIM DŁUGIM STOLE SIEDZI DWUNASTU GRUBYCH MĘŻCZYZN I WCIĄGA MAKARON Z CZERWONYM Z KRWI SOSEM NOSEM)
SĄD: Szczekaj psie. Szczekaj psie.
PIES NA SĄDZIE: Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię.
(SCENA OBRACA SIĘ, POD NOWĄ ŚCIANĄ MARTWY PIES LEŻY NA PIASKU)

(5)
PIELĘGNIARZ (POCHYLA SIĘ NAD MARTWYM PSEM, SĄ NA WIELKIEJ PUSTYNI): Lizałbym to. Tego lotu mojego nie zgłoszono. Gdzie to było?
PIES NA SĄDZIE: Tam. Tam. Wiatr roznosi pestycydy daleko. Zakryj usta koszulką. Wiatr zawiewa pestycydy do naszego domu. (PATRZĄ SOBIE DŁUGO W OCZY)
PIELĘGNIARZ: Jakie masz dolegliwości? Co Cię boli?
PIES NA SĄDZIE (SIADA I TRZYMA TWARZ W DŁONIACH).
PIELĘGNIARZ (WSTAJE): Jednego mógłbym podłączyć.
PIES NA SĄDZIE: Człowieka, który brał udział w zagładzie?
PIELĘGNIARZ (CHWIEJE SIĘ, ŚWIATŁO GAŚNIE, ZAPALA SIĘ NA PIELĘGNIARZA I KRĘCI CYKLEM KSIĘŻYCA, PO 4 CYKLACH PODCHODZI DO MÓWNICY I DO STU MIKROFONÓW ODPOWIADA, W JEGO TLE ZAGŁADA): Kiedy mówię „chcę spalić wszystkie lasy”, już we mnie rwie mięso do plucia mokrą, gęstą śliną na listowie. Ugasić to palone gówno. Zalać każdy ogień. Odebrać tlen, temu, co się tli. Bo mogę. I to się tak toczy… Podwójnie myślę. Ostrożnie stwierdzam: tęsknie, przypominam sobie swoją spermę na Tobie i odwracam głowę. Nie chcę. Nie chcę. Kiedy chcę ratować ludzkość, znęcam się nad sobą. Dla ulgi tnę. Dla miłości nie kocham. Dla czystości muszę splamić się… przede wszystkim napocić nad Twoim posłuszeństwem, nad męstwem. Żeby to wszystko równo poukładać. Potrzeba Ci silnego głosu. Losu nielosowo przytwierdzonego do Twojego ego w fiucie. Weź się w garść. Bierz się do roboty! Strzelaj miedzy oczy! Zlizuj krew. Żeby zaprowadzić wolność, planuję wymordować niechętnych. Smętnych sługasów królewskiego wieprza. Wielka Regeneracja. Aby nabrać więcej powietrza przed kolejnym ciosem siecznym muszę na chwilę odpuścić. Czasem przytulić. Zanim uduszę, ukochać. Zanim wytruję, wyczulić na mój język w gardle, którym mielę. Tam się dostaję do Ciebie głęboko i odbieram Ci, co chcę. Bo mogę. Podwójnie myślę. Czujesz jak ten łańcuch zatrzymuje się na szyi? Szarpnięcie boga. Czujesz ten gwałtowny odwrót? Psie, który chce wybiec poza horyzont logiki? Tak chcesz się odwdzięczyć? Ucieczką? Nie ma na to siły. To jest siła która nawraca. To historia. Nasza ludzka zupa z trupa. To teza i antyteza. A na nich synteza znów teza. To wojna i plan wiecznego pokoju przed zbrojeniem. W każdym stwierdzeniu, im pełniejsze, czai się jego skrajne przeciwieństwo, cyk. Zalążek śmierci, a w śmierci powstanie. Autodestrukcja i autowskrzeszenie. Rozpad i wstanie, wzwód. To Twoja ludzka ludzkość ludziku. Przytwierdzona do tej skały łańcuchem czasu i przyczyny. Nie można wybić w kosmos, wystrzelić, jak korek od szampana w niby niby! Nie! Nie można odlecieć dalej, bez trzymanki za orbitę. Nasza pełnia jest jasno określona. Cyrklem rysuj. Na górze największe szczęście. Na dole największe nieszczęście. Ten tu słup, do którego przytwierdzona jest Twoja szyja trzyma Cię. Ze szczęścia nie odlecisz i z rozpaczy nie przewiercisz ziemi. Są granice naszych dążności i faktycznego nieocalenia. I tym cyrklem. To śmigło. Z góry i na dół rysuje orbitę, wokół której rujnuję wszystko. Kocham Cię. Nie kocham Cię. Spierdalaj. Już po planecie. Nie czuję nic.
(STOI NADAL I MILCZY TAK DŁUGO, ŻE WSZYSCY CZUJĄ SIĘ NIEZRĘCZNIE, ZACZYNA GRAĆ BACH).
PIES NA SĄDZIE (PODCHODZI DO PIELĘGNIARZA, PRZYTULA GO): Kocham Cię. Pogłaszcz mnie. Kocham Cię. Pogłaszcz mnie. Pierwsze modyfikowane genetycznie dzieci miały podkręcone mózgi i odporność na HIV, PTSD i białaczkę. Od naukowca, który to wymyślił nie dowiedzieliśmy się, które to dzieci. Mam za ucho więcej kwiatem? Mam za ucho więcej kwiatem?
PIELĘGNIARZ (ŚCIĄGA UBRANIE CZŁOWIEKA, ZNÓW JEST PIELĘGNIARZEM): Kwitnie Ci ucho. Wiesz, że na każdej planecie, gdzie żyją myszy – połączone są ze świadomością ziemskich myszy i dlatego są myszami, bo wciąż i wciąż przeżywają nieuświadomioną traumę po wielkiej eksterminacji, projekcie, egzekucji myszy w myśl, ludzką myśl, że mysz to tylko mysz? Dziura w kompletności po laboratoriach śmierci? Tych wszystkich celowych pułapkach? Testach klinicznych? Eksperymentach medycznych? Żadna mysz nie pamięta, co jej robiono. Jak jej wszywano obiekty w podbrzusze, by sprawdzić czy leukocyty zwariują, czy zaakceptują. Jak jej palono skórę, lano kwasem i smarowano miksturą. Jak ją mutowano ze szczurem, głodzono, odcinano głowę.
(KIEDY TO MÓWI PODCHODZI DO CZTERECH ROGÓW SCENY I WŁĄCZA POMPOWANIE WIELKICH WŁOCHATYCH BALONÓW OREK Z CIĘŻKIMI GŁOWAMI, KIEDY SĄ JUŻ NAPOMPOWANE I WISZĄ NAD CAŁĄ SCENĄ, PODCHODZI DO KAŻDEGO Z DRABINĄ, WCHODZI NA NIĄ I PRZEKUWA JE KOLEJNO, AŻ ZGINĄ).
PIES NA SĄDZIE: Robi się ciemno. Twoi przyjaciele odlecieli.
PIELĘGNIARZ: Nie. Zasądzono Ci taki sen.
PIES NA SĄDZIE: Nieee. Odlecieli. Kocham Cię!
PIELĘGNIARZ: To Twój sen. Śnisz o mnie.
PIES NA SĄDZIE: Nie. No przecież. Pogłaszcz mnie. Kwietnię się!
PIELĘGNIARZ (WSTAJE I IDZIE W STRONĘ DRZWI, ODWRACA SIĘ LEKKO) No co Ty (WYCHODZI PRZEZ DRZWI)
CIEMNOŚĆ.
WSZYSTKIE POSTACI SĄ GRANE PRZEZ LUDZI.